Właściwie nazwanie czegoś gratem, jest skazaniem tego czegoś na banicję. Od tego momentu nie ma on miejsca w naszym świecie poukładanym w ten, czy inny sposób. Poukładanym tak, jak to sobie sami wyobrażamy.
Decydujemy na układanie własnego obrazu świata, wprowadzyjąc go w życie codziennymi, maleńkimi wyborami. Dążąc do wciąż nowych rozwiązań, segregujemy i separujemy rzeczy - to się nada, a to nie. O ile nie znajdujemy dla nich miejsca w swojej rzeczywistości, przyklejamy im naklejkę "grat" i po kłopocie.Tyle, że tylko połowicznie. Graty trzeba wyrzucić.
Wyrzucić, gdzie tam! Nie waż się! - i teraz przypominamy sobie, w jakich okolicznościach był dany przedmiot nabyty, zdobyty, czy podarowany. Niby owszem - to już jest niepotrzebne i do niczego, ale ... To "ale" wisi w powietrzu jak ptak drapieżny, czekając na owo dkończenie zania, na argument.
Coś, co pozwoli takiemu gratowi bytować jeszcze przez jakiś czas gdziekolwiek, gdzie nie będzie to przeszkadzało domownikom. Niektóre przedmioty, ubrania, gadżety bez namysłu wyrzucamy do śmieci, gdyż ich funkcyjność nie pozwala naszemu sumieniu przekazania ich do następnego użytku.